historia średniowiecznej anglii, fakultet nieco przysypia. profesor:
- a teraz proszę uważać, będzie o seksie.
podnieśliśmy głowy, a prof.:
- anglia była podzielona na essex, sussex, wessex i inne, ale to już państwa nie zainteresuje....
korpo też czasem plotkuje, czasem zdarzają się sceny jak z susSEX.
scena numero uno:
ma przyjechać do nas gość z usa.
chris, wzrost- jedyne 190 cm.
i trzeba gdzieś gościa położyć w jakimś hotelu. 190cm to jest jednak słuszny wzrost.
wydzwaniamy hotele:
my: dzień dobry. chcielibyśmy się dowiedzieć jakie największe łóżka państwo w swoim hotelu mają....
recepcja: o.0, wtf ....???
my: a bo, no bo.... bo my mamy wysokiego gościa, którego musimy gdzieś położyć spać...
(po kilku takich rozmowach - wpadłam na pomysł, że trzeba zwyczajnie wydzwonić drużynę koszykarską, i dowiedzieć się gdzie oni kładą najczęściej gości.)
po drugie primo
od nas ma ktoś gdzieś pojechać.
w sensie w inne miejsce pracy, w jakimś tam celu.
i się dopytuje czy na miejscu dostanie wszystkie dodatkowe rzeczy.
(podstawowy sprzęt - koleś zabiera ze sobą)
zważywszy, że praca w terenie- dopytuje się, czy na miejscu dostanie coś przeciwdeszczowego, w razie gdyby.
my: że jasne, i oczywiste, że tak.
potem pchamy sprawę dalej, że koleś ma takie zapytanie/zachciewajkę.
dostajemy odpowiedź: że skoro się upiera, to niech mu będzie, że dostanie.
pytanie dnia: jaki rozmiar.
odpowiedź: owszem nie wiemy. nikt się nie zdecydował wydzwonić kolesia z tekstem,
że no nie ma sprawy, ale tak przy okazji jaki masz rozmiar/ jaki duży?
i tym optymistycznym akcentem ;-)
piątek, listopada 12, 2010
sex jak sussex
wtorek, listopada 09, 2010
kresówki
niniejszym oświadczam, iż czas w dzieciństwie spędzony na oglądaniu
chińsko-japońsko-portugalskich kreskówek NIE uważam za stracony. :-)
zazwyczaj i tak szkotów przyzywam okrzykiem/zawołaniem: cho no tu!
jak coś potrzebuję: to najczęściej wołam: hilfe, hilfe!
za to dzisiaj, żeby zyskać ich natychmiastową uwagę,
użyłam słówka zapamiętanego z kreskówek, czyli: AJUDO!
piątek, listopada 05, 2010
good morning, hi, hello
przychodząc do pracy witam się ze wszystkimi.
do chłopaków rzucam najczęściej- cześć i czołem,
ale zazwyczaj to ja pierwsza się witam.
dzisiaj:
chłopak: ooo, cześć!
ja: hmmm. cześć.
ja: hm, czego ode mnie chcesz?
chłopak: eee, no jak ty tak możesz...
ja: bo ciebie znam. nigdy nie lecisz pierwszy się witać, o ile czegoś nie chcesz....
chłopak: no bo.. to niepokojące ;-) ale coś faktycznie potrzebuję.
chłopak: bo to już tak, jak stare małżeństwo...
ja: SEKRETNE ;-)
* * *
dilbert się chowa, przy moich scenach z życia korpo ;-)
niedziela, października 31, 2010
i 52 książki.
i październik.
Lp. Autor Tytuł Ilość stron
1. terri paddock-odwyk,368
2. forsyth -negocjator, 406
3. forsyth -czwarty protokół, 395
4. forsyth -fałszerz, 412
5. forsyth -pięść boga t.1, 315
6. forsyth -pięść boga t.2, 316
7. forsyth -akta odessy, 299
8. forsyth -Upiór Manhattanu, 205
9. forsyth -weteran, 398
10. forsyth -mściciel, 415
11. forsyth -afgańczyk, 397
12. dan brown -zaginiony symbol, 622
13. follett ken- skandal z modiglianimn, 206
14. follett ken- tajemnicze studio, 78
15. follett ken- niezwykła para, 84
16. follett ken- papierowe pieniądze, 150
17. follett ken- klucz do rebeki, 398
18. follett ken- trójka, 432
19. deighton- winterowie, 515
suma stron: 4548
* * *
całość: 142 książki, 43202 stron..
zgubiłam
ostatnio mam znowu tendencję zwyżkową do gubienia różnych rzeczy.
dwa razy ( albo i trzy) zgubiłam czapkę- na szczęście, po cofnięciu się na miejsce zdarzenia,
udało mi się ją znaleźć ponownie.
to samo tyczy się szalika.
niestety- szczęście mi nie dopisało przy zgubieniu kolczyka w stokrotkę.
a właściwie stokrotki pół.
i choć teraz od kilku dni chodzę tą samą trasą średnio 3-4 razy dziennie, i gapię się pod nogi,
to widzę tylko liście, a stokrotki brak.
w ostatnim czasie odkryłam, że gdzieś po drodze w swoim życiu pogubiłam wiele innych rzeczy.
i że nie wszystkie uda mi się odzyskać- bo nie zawsze wiem,
kiedy i gdzie nastąpiło to zgubienie.
najbardziej mi chyba w tym momencie brakuje zgubionej zdolności fascynowania się różnymi sprawami.
nadal wiele rzeczy mnie zadziwia i zachwyca, a jednak brakuje mi takiej fascynacji, aż do zaparcia tchu.
a zupełnie nie mam pomysłu na to: gdzie szukać tej zguby.
* * *
zdjęcie z archiwum fotografii ze zdziwinonym zeberkiem
środa, października 27, 2010
objects in mirror...

objects in mirror are closer than they appear.
a rzeczy nie zawsze takie są- na jakie wyglądają.
a dzisiaj- po wieloletniej przerwie- tak sądzę,
że co najmniej po 5-6 letniej spotkałam johnny'ego.
i jeszcze dziwniejsze, i jeszcze mniej wyglądające wydają się ścieżki,
którymi poprowadził nas los.
wtorek, października 26, 2010
zdania
czasami są zdania, które zmieniają nasze życie.
czasami są zdania, które gdzieś usłyszymy w przelocie, a zostają w nas na długo.
jednym z takich zdań- wyniesionym z jakiegoś wykładu, była mądrość,
"iż w strapieniu nie należy podejmować żadnych decyzji".
na pozór- wydaje się być to oczywiste- bo przecież rozpacz, czy smutek zazwyczaj nie są dobrymi doradcami....
ale...
ale czasami wydaje się być łatwiejsze poddanie się po prostu smutkowi.
a czasem wydaje się, że podjęcie decyzji teraz już natychmiast- jest najlepszym wyjściem z sytuacji, że to nas wyciągnie ze szponów właśnie marazmu i jeszcze większych strapień.
przyznam- nie znam odpowiedzi na to pytanie.
kojarzy mi się to z innym zdaniem- że każdemu według jego potrzeb.
moim sposobem- jest najczęściej staranie się, aby nie dać się opanować strapieniu do końca.
co innego- w przypadku radości.
przyznaję, bardzo nie lubię czarnych myśli w mojej głowie, chociaż zdarza mi się z nimi przegrywać.
czasami staram się nie sięgać wzrokiem zbyt daleko, nawet nie próbuję dostrzec horyzont- bo nie wiem co zobaczę.
bałabym się zobaczyć ciemność, gdy tak bardzo potrzebuję światła.
czasem zastanawiam się, czy tam właśnie, poza horyzontem myśli i zdarzeń, nie leży przypadkiem noc ciemna wiary,
gdzie dalej czeka na mnie blask światła i jasność przeogromna.
tymczasem, trzymam się tego światła, które mam.
które jest mi bliskie, dostępne i pewne.
które wystarcza, bo od czasu do czasu- dać blask nawet oczom.
* * *
w ramach komentarzy do pewnych komentarzy i rozmów:
nie zasłaniam wszystkiego radością- za wszelką cenę.
bo czasem mimo starań- brak mi sił, i zwyczajnie odpuszczam.
i wtedy zdarza mi się wątpić w to, że po nocy przychodzi dzień.
są rzeczy, o których nie chcę mówić- i o nich nie opowiem.
przerwa od bloga, i innych różności była taką przerwą- o której powodach, efektach- nie opowiem.
chwilami mam wrażenie, że wróciłam za wcześnie.
a jednak: póki starcza mi światła,
póki jeszcze choć odrobinę światła widzę, póki blasku choćby w jednym oku
- to sobie tutaj pobędę.
