Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

środa, października 13, 2010

instrukcja vol.2

i już drogą internetową dostałam prawa własności wg fretki.

czyli fretkowe spojrzenie na podejście do stanu posiadania.

1. jeśli mi się podoba, to jest moje
2. jeśli mam to w pyszczku, to moje
3. jeśli miałam to jakiś czas temu, to moje
4. jeśli mogę ci to odebrać, to moje
5. jeśli wygląda jak moje, to moje
6. jeśli jest to moje, to nie może być twoje.
7. jeśli widziałam to pierwsza, to moje
8. jeśli masz coś, i odłożysz, to moje
9. jeśli pogryzę coś, wszystkie kawałki są moje
10. jeśli to kiedyś było twoje, zapomnij o tym…
11. jeśli jest zepsute, to twoje
12. jeśli jest jadalne to zawsze jest moje

* * *
nadal twierdzę, że fretki są przeurocze ;-)

wtorek, października 12, 2010

instrukcja

swego czasu obiecałam, że napiszę instrukcję z obsługi fretek.

ale ale, zanim to nastąpi: małe wprowadzenie.
pierwsza fretka trafiła do mnie wiele lat temu- jako efekt pewnej rozmowy.
a dokładnie rozmowy z magdą, której to znajomi nabyli podówczas takiego potwora.
nasłuchawszy się opowieści- pierwsze co zrobiłam- pobiegłam do sklepu zoologicznego
( po drugiej stronie ulicy) żeby wyoglądać zwierzątko.

zobaczywszy je, z miejsca się zakochałam, stwierdziłam, że aj luv fretki, że #musthave,
że w życiu bardziej uroczego stworzenia nie widzialam,
i czegoś aż tak bardzo stworzonego do drapania za uszkiem.

ależ byłam niemądrym misiem....

już pierwsze dni z ogonem pod wspólnym dachem nauczyły mnie wielu, wielu rzeczy.

oto przykładowe:
- fretka doskonale wie, czego jej nie wolno- jeśli nie wolno jej wchodzić do kuchni-
to przynajmniej ustawi się tak, żeby przynajmniej łapkę na terytorium kuchennym postawić....
- fretka doskonale wie, czego jej nie wolno- i jeśli zostanie zauważona na niecnych zabawach,
na pewno NIE usłyszy, że jest wołana....
- kosz na śmieci to JASKINA SKARBÓW
- każde jedzenie, które znajduje się na horyzoncie (bliższym lub dalszym) należy ukraść.
(rekordem było, jak zuza, po grzejniku wlazła na parapet, by ukraść naleśnika)
- w cudzej misce ZAWSZE jest fajniejsze jedzenie (zwłaszcza w misce psa)
- nie ma szafki, do której nie dałoby się wejść
- jedną z najciekawszych zabaw jest kradzenie skarpet i chowanie ich za/pod tapczanem
- i w ogóle budzenie pańci, przez przejechanie mokrym i zimnym nosem
ma mniej więcej 1000 pktów do fun
- tudzież obudzenie pańci przez uszczypnięcie ząbkami dużego palucha u nogi- też jest wysoko punktowane
- kwiaty w doniczkach to twój WRÓG
- jeżeli fretka przebywa z pańcią na biwaku, i w ogólnie pojętym plenerze- koniecznie,
ale to koniecznie musi spać co najmniej na kocyku.
chociaż mile widziane jest udostępnienie fretce fotela/leżaka.
- jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi dla fretki jest plaża- no bo tyyyyle piasku,
w którym wszystkie zabawy są dozwolone...
- zimą fretka nie przejdzie ani kroku- jeśli ma tylko w zasięgu wzroku sanki...

więcej mądrości fretkowych sobie jeszcze przypomnę,
i pewnie co jakiś czas będę dorzucać kolejne.

dodam, że fretki są zwierzętami bardzo charakternymi- i właściwie każda wyróżnia się czymś innym.
np. misiek- był tak mądrym ogonkiem, że nauczył się chodzić przy nodze jak pies,
więc na spacerach rzadko wymagał smyczy,
a z kolei zuza była stworzeniem wybitnie kieszonkowym- i podróżowała zazwyczaj w czyjejś kieszeni.
(razu pewnego nawet na spacery wychodziła z dziadkiem, siedząc w kieszeni jego kamizelki)

środa, września 22, 2010

a na półce zamieszkał słoń

moja przygoda z książkami zaczęła się wiele lat tamu.

nie będę opowiadać przygód związanych z samą nauką czytania, dość, że pełnoprawnym
czytelnikiem stałam się w wieku lat sześciu, dostając kartę czytelnika w bibliotece.

i tak od tamtej pory trwa ten mój romans ze słowem pisanym.

dotychczas- na moją półkę z książkami trafiało praktycznie wszystko
- co miałam zamiar przeczytać,
- co zdarzyło mi się przeczytać, i w danej chwili mi się podobało
- co powinnam była przeczytać…
i właściwie tych powodów można by podać bez liku, i różnych przyczyn,
dla których takie a nie inne książki u mnie się znalazły.

i przyznaję, przez długi czas- ogrom posiadanych przeze mnie książek zupełnie mi nie przeszkadzał.
aż chyba do momentu gdy odkryłam, że z rzeczy, które miałam zamiar przeczytać
- i był to ptasiek whartona, od momentu zakupu leżał na półce, i nawet nie był wyjęty z folii.

w łaściwie najtrudniej mi było zaprowadzić porządki właśnie w książkach.

bo książka to jest takie coś, co nie dotyczy tylko nas, ale według mnie jest przedmiotem
mającym większe konotacje z emocjami osoby, niż choćby torebka,
czy pamiątka z podróży.

książka jest nadzieją i zachętą do swoistego spotkania. spotkania z bohaterami,
z ich losami, nadziejami, a także, spotkaniem z naszym wnętrzem.
bo to jak odbierzemy dane słowa, które sekwencje słów nas zachwycą,
jest już kwestią indywidualną.

lubiłam myśleć sobie, że oto, jak będę mieć wolny wieczór,
albo przydarzy się jakaś kolejna deszczowa sobota, to oto zasiądę sobie w fotelu,
z kubkiem gorącej herbaty, i pochylę się nad jakąś nową lekturą.
albo doczytam sobie jakieś informacje, z dzieła naukowego, na które zazwyczaj brakuje mi czasu,
bo nie jest ta wiedza związana z moją pracą,
a jednak, chciałabym to wiedzieć.

zawsze uważałam, że powinno się starać spróbować dotknąć różnych rzeczy.
bez tego- tak naprawdę- nigdy się nie przekonamy, czy coś lubimy, czy też nie,
nie lubię zbyt często czynić założeń a priori- stąd i na przykład znalazł się swego czasu na tej półce podręcznik do botaniki ( tak naprawdę botanika jest jedynym działem biologii, który mnie interesuje).

przyznaję, że na samym początku pomysł ograniczenia, czy w ogóle jakiegoś uporządkowania biblioteki mnie ogromnie przerażał.
strasznie bardzo mocno.

wydawało mi się bowiem, że to będzie oznaczało, że czynię definitywny rozbrat
z własnymi planami, oczekiwaniami, a nawet wręcz marzeniami,
- że pozbawiam się tej magii kryjącej się w słowach…

przyznaję, że początki były trudne…
choć chyba dlatego zaczęłam od uporządkowania podręczników ze studiów-
i np. podręczniki do przedmiotów, które po prostu zdałam dla samego zdania
- spokojnie oddałam do uczelnianiej biblioteki.
potem przyszła kolej na przedmioty- na które dotychczas brakowało mi czasu
- i zostawiłam sobie kilka najważniejszych rzeczy, na które mam plan,
żeby je w ciągu najbliższego pół roku przeczytać.
jeśli mi się nie uda- to pewnie też oddam do biblioteki.

najtrudniejszym krokiem było uporządkowanie rzeczy, które miałam zamiar przeczytać,

właśnie dla uzupełnienia zwykłej wiedzy, dla sprawdzenia, czy naprawdę są takie straszne,
albo dla uzupełnienia wiedzy- powiązanej z dawnymi zainteresowaniami.

przyznaję, że zostawiłam dużo rzeczy sentymentalnych, kilka książek z dzieciństwa,
bez których nie umiem się obejść, mimo tego, że już do nich nie wracam.
ale lubię myśl o tym- i wspomnienie tego, co swego czasu dała mi ich lektura.

co będzie dalej?
nie wiem.
nie mam najmniejszego pojęcia.

chociaż mam nadzieję, że za jakiś czas, mimo tego, że bez wątpienia przyjdą nowe książki,
uda mi się jednak zachować pewne zen i harmonię.

gdy teraz patrzę na tak w sumie ogołocone półki, w porównaniu z tym, co było kiedyś,
myślę sobie, że to jest początek jakiejś nowej epoki.

i że choć nie ma na nich wielu książek, które stały jeszcze kilka miesięcy temu,
to i tak sądzę, że wbrew pozorom potrzebny był mi ten krok.
wiem, że kilka książek wróci za jakiś czas.
wiem, że na tyle chcę poznać pewne rzeczy, pewne sprawy, że wrócą.
* * *
i ktoś mógłby zapytać- czy wobec tego nie mogły poczekać?
odpowiem, że nie.
bo to takie nie-czekanie jest też lekcją dla mnie samej, na uporządkowanie pewnych rzeczy, pewnych myśli.
jest lekcją opanowania różnych słabości, próbą opanowania też różnych nieraz zbyt impulsywnych działań.
i jeśli coś teraz wróci, to wiem, że wróci właśnie wtedy- kiedy ku temu będzie czas, pora i miejsce.

i tak naprawdę, już nie mogę się doczekać, takiej siebie,
takiego wieczoru, czy deszczowej soboty, kiedy ten czas będę mogła specjalnie
i w sposób wybrany poświęcić choćby na lekturę tej botaniki.
albo owego ptaśka whartona.

a tymczasem na półce, w tak zwanym międzyczasie zagości pewien słoń.
i muszelka przywieziona znad morza

poniedziałek, września 20, 2010

chciałabym...

chciałabym umieć wiele rzeczy.
przede wszystkim chciałabym umieć pewne rzeczy określać w sposób jasny i zdecydowany.

choćby umieć powiedzieć która pora dnia jest moją ulubioną.
wrocław lubię o poranku. pragę o zmierzchu,
a wszystkie miejsca, które odwiedzam- staram się przede wszystkim zwiedzać także nocą.

od zawsze zresztą powtarzałam, że uwielbiam noc, nocne spacery,
nocną ciszę, oraz czasem nocny szum.
inaczej pachnie nocą nawet jazda tramwajem...

a tymczasem...
kiedyś nie wyobrażałam sobie siebie bez czegokolwiek w kolorze czerwonym,
dzisiaj uważam, że ten kolor jest za bardzo rzucający się w oczy,
że owszem, czerwona babcina chusta tak, ale resztę poproszę w wersji stonowanej.

kilka miesięcy temu sądziłam, że podjęłam pewną decyzję,
z kategorii zdecydowanych i konkretnych, czemu głośno przyklaskiwał tg.
a jednak- z biegiem czasu okazało się, że ani decyzja tak naprawdę nie została podjęta,
ani przesłanki nie były takie, jakie nam się wydawało, że są.

czasami patrzę na siebie z boku, i nie widzę w sobie osoby dorosłej.
cały czas zdarza mi się mówić, że dorośli to, czy dorośli tamto.

bo czasami mi się wydaje, że dorosłość jest odległa ode mnie o lata świetlne,
kiedy nawet czasem trudno mi się zdecydować,
czy płatki na śniadanie zjem z jogurtem truskawkowym, czy z brzoskwiniowym....

wtorek, sierpnia 31, 2010

#blogday 2010

ostatnio jakoś tak przegapiam dużo różnych akcji.
i na tę też tak właściwie załapuję się na ostatni dzwonek.

blogi które odwiedzam najczęściej,
gdzie staram się bywać, i być nieustająco na bieżąco widać w linkowni po prawej stronie.

dzisiaj, przedstawię kilka innych blogów.

1. wszechświat w pudełku
o ksiązkach, różnych zachwyceniach,
prywatnych przemyśleniach, czasem sentymentalnie.

2. dylematy filolożki

nie tylko o języku ;-)

3. matka ją opierniczyła
sceny z życia codziennego- rodzinnego.
w roli głównej: matka z córką.

4. napoleona kącik w sieci
dlatego, że ponieważ ;-)

5. kieszenie jak ocean
ewa, która jest ewenementem ;-)
o książkach, filmach, o rzeczach pięknych,
o inspiracjach- w sumie o tym wszystkim, co tygryski lubią najbardziej