Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moleskine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moleskine. Pokaż wszystkie posty

wtorek, listopada 23, 2010

a ja

a ja co najmniej od tygodnia
nie zapisałam nic w moleskinie.

chociaż: dzieją się różne rzeczy,
niektóre pewnie warte zapamiętania.

poniedziałek, listopada 22, 2010

* * *

я-то знаю, как другие
смотрят в эти роковые,
слишком темные зрачки.
* * *

tylko ja wiem, jak to inni,
ciągle patrzą w nieszczęśliwe,
ciemne punkty w twoim oku.

(Arsienij Tarkowskij)

piątek, października 22, 2010

rozmowy niedokończone

lubię różnego rodzaju rozmowy. także te niedokończone.

lubię ciszę, która zapada między myślami.

i słowa, co się wtedy panoszą.

i lubię takie podróże od portu słowa, do celu rozmowy.

ale najbardziej lubię ten czas, który upływa między rejsami,
gdy myśli i słowa się na wodach różnych kołyszą.

lecz nie da się wszystkich opowieści wyciągnąć w trakcie jednej wyprawy.
lubię jak zmierzch zapada nad kolejną opowieścią,
wiedząc, że ranek przyniesienie nowe słowa,
gdzie się ułożą w sekwencje, w jakich się nigdy wcześniej jeszcze nie spotkały.

wtorek, października 19, 2010

skąd się wzięło

otóż dzisiaj wyjaśnię skąd się wzięło zee-watt-a-NEH-ho

jak sama nazwa wskazuje ;-) jest to zapis fonetyczny jak powinno się wypowiadać: zihuatanejo.

a zihuatanejo- to pewne miasto w meksyku...

zihuatanejo jako takie jest ważne dla mnie- nie przez meksyk,
ale przez stephena kinga, tima robbinsa, morgana freemana-
czyli przez skazanych na shawshank.

przyznaję: że opowieść tę uwielbiam.

według mnie nie ma chyba piękniejszej opowieści o przyjaźni. i o nadziei.
o marzeniach, i o spełnieniach snów.
gdzie zihuatanejo to właśnie- słowo klucz- na myśli o wolności,
na wolne myśli,
na wolność w głowie i w nas samych

i że ja też mam nadzieję, że wiele rzeczy mi się uda,
i że mam nadzieję, że zihautanejo istnieje naprawdę dla każdego z nas.
i że ocean jest błękitny jak w snach
- to choć daleko mam do samego oceanu
- wchodzę w każdą napotkaną kałużę.

czwartek, września 16, 2010

poniekąd prywatnie

ostatnio znowu mam pomysł na czytanie książek seriami.
właściwie w miarę możliwości staram się tak czynić zawsze- że jak w coś wchodzę,
to już lecę te tomy po kolei i do końca.
co jest przydatne zwłaszcza przy seriach w stylu harrego pottera,
czy choćby woukowych wichrach i wojnach
- bo wtedy mam ciągłość historii, losów bohaterów.

inaczej się to ma- w przypadku- gdy jako serię traktuję całą twórczość jakiegoś autora.
bo czasem zdarza się, że jakąś rzecz mam już przeczytaną 6 razy,
a inną wcale...
i potem w przypadku serii za bardzo nie wiem jak to rozwiązać.

taki dylemat i dramat pytań pojawił się u mnie ostatnio np. w odniesieniu do twórczości fredericka forsytha.
no bo np. akta odessy czytałam już kilka razy, a w chwili obecnej nie mam na nie nastroju.
więc, chyba po prostu przeskoczę do fałszerzy... to się jeszcze okaże,
bo póki co uprawiam czytanie różnych innych książek.

ale, ostatnio, nie tylko z uwagi na postcrossing, ale i inne nastroje,
coraz poważniej kusi mnie pochylenie się nad carrollem (jonathanem).

w końcu nawet nabyłam ramę, żeby sobie oprawić w nią mega wielki jonathanowy poster ;-)

a tymczasem do moleskine'a trafił taki oto jonathanowy cytat:

nie ma znaczenia, czy w to wierzysz, czy też nie.
niech wszystkie dobre rzeczy spotkają tych, którzy dają posłuch.
- cudowne albańskie opowieści