niektóre rzeczy przychodzą w życiu za późno ;-)
takie jak: znalezienie po 3 latach kluczyka od rowerzykowego zapięcia.
;-)
* * *
prywatnie: znowu próbuję się nawrócić na bieganie.
kilka prób w tym kierunku uczynionych.
i nie spodziewałam się, że poczuję to, co poczułam.
poniedziałek, października 25, 2010
niektóre
piątek, października 22, 2010
czego robić nie należy

rzadko bywam na forumach.
ale ten wątek śledzę od lat: czego robić nie należy....
czasami miewam wrażenie, że ja bardzo robię właśnie to, czego robić nie powinnam ;-)
smart tip na dzisiaj:
NIE należy wdawać się w ploteczki
i żarciki,
i uzupełniać je cytatami z małej mi- ZWŁASZCZA kiedy rozmawia się z finem...
* * *
niestety ja...
rozmowy niedokończone

lubię różnego rodzaju rozmowy. także te niedokończone.
lubię ciszę, która zapada między myślami.
i słowa, co się wtedy panoszą.
i lubię takie podróże od portu słowa, do celu rozmowy.
ale najbardziej lubię ten czas, który upływa między rejsami,
gdy myśli i słowa się na wodach różnych kołyszą.
lecz nie da się wszystkich opowieści wyciągnąć w trakcie jednej wyprawy.
lubię jak zmierzch zapada nad kolejną opowieścią,
wiedząc, że ranek przyniesienie nowe słowa,
gdzie się ułożą w sekwencje, w jakich się nigdy wcześniej jeszcze nie spotkały.
czwartek, października 21, 2010
temu misiu
kto misiowi urwał ucho
no kto pytam cicho, głucho
nikt się jakoś nie przyznaje
może jechał miś tramwajem...
może upadł biegnąc z górki
może go dziobały kurki
może azor go tarmosił
urwał ucho nie przeprosił.
igła, nitka rączek para
naprawimy misia zaraz.
o już sterczą uszka oba
teraz nam się miś podoba.
* * *
;-)
środa, października 20, 2010
rozmowy niedokończone
z różnych względów lubię różne rzeczy.
chyba wręcz powszechnie znana jest moja sympatia do niemieckości.
w sensie języka, oraz ordungu.
a także z uwagi na niemiecki akcent w biografii.
i w ogóle miewam różne takie ;-)
o, mam choćby coś takiego, że szymborska jest dla mnie strawialna,
tylko i wyłącznie po niemiecku...
tutaj: fragment rozmowy z kamieniem:
ich klopfe an die tür des steins.
»ich bin's, mach auf.
laß mich ein,
ich will mich umschaun in dir,
dich einatmen wie die luft.«
* * *
nabrać życia jak tchu...
* * *
na zdjęciu ja, pracownia,
w tle shradta
wtorek, października 19, 2010
skąd się wzięło
jak sama nazwa wskazuje ;-) jest to zapis fonetyczny jak powinno się wypowiadać: zihuatanejo.
a zihuatanejo- to pewne miasto w meksyku...
zihuatanejo jako takie jest ważne dla mnie- nie przez meksyk,
ale przez stephena kinga, tima robbinsa, morgana freemana-
czyli przez skazanych na shawshank.
przyznaję: że opowieść tę uwielbiam.
według mnie nie ma chyba piękniejszej opowieści o przyjaźni. i o nadziei.
o marzeniach, i o spełnieniach snów.
gdzie zihuatanejo to właśnie- słowo klucz- na myśli o wolności,
na wolne myśli,
na wolność w głowie i w nas samych
i że ja też mam nadzieję, że wiele rzeczy mi się uda,
i że mam nadzieję, że zihautanejo istnieje naprawdę dla każdego z nas.
i że ocean jest błękitny jak w snach
- to choć daleko mam do samego oceanu
- wchodzę w każdą napotkaną kałużę.
poniedziałek, października 18, 2010
gdy byłam mała
gdy byłam mała wierzyłam, że
moja niemiecka ciocia nie rozumie, a wręcz nie słyszy hałasu, który czynię ja,
bo przecież ja hałasuję po polsku.
gdy byłam mała wierzyłam, że
ta sama ciocia nie potrafi układać klocki domina tak,
by przewrócone ułożyły się w pewien wzór.
i choć w naszym domu częściej pachniało bzem i tulipanami,
niż konwaliami,
wierzyłam, że pewne rzeczy są takie, jak je sobie wyobrażałam,
jakie według mnie, i zgodnie z tym, co mówili mi rodzice być powinny.
a obecnie- co jakiś czas,
jak mi się wydaje, że już pewnej granicy zachowania, sposobu bycia przekroczyć nie można,
spotykam się z sytuacją, że ktoś pokazuje, że granicę można przesunąć jeszcze dalej.
czasami, jak patrzę z punktu przekonań jakie miałam będąc dzieckiem,
wydaje mi się, że ta granica została przesunięta poza horyzont,
że dawno już ją straciłam z oczu.
a tak wiele chciałabym po prostu widzieć.
mieć dobro w zasięgu ręki.
nadal: chcę się upierać przy zdaniu, że wierzę w ciebie- człowieku.
* * *
nadal mnie chwilami bawi jak ktoś eskaluje jakieś problemy.
do momentu, kiedy taka eskalacja mnie nie dosięga.
i choć to szalenie subiektywne: dziwi mnie,
że w takich sytuacjach nie wszyscy widzą spraw, tak jak widzę je ja.
albo, że nie widzą ich w sposób tak prosty jak prosto widziane być powinny,
gdzie biały jest białym, gdzie tak zawsze tak znaczy...
ja wiem, że temida ślepa jest,
ale przecież sprawiedliwość, rozwaga czy rozsądek- jedno oblicze mają...
